Przesłanie Anielskie i uzdrowicielski bólu odrzucenia

Mówi się, że człowiek nie przywykł do samotności, że pomimo wieków ewolucji, pozostał zwierzęciem stadnym. Dlatego też, dążymy nieustannie do akceptacji, robimy wszystko, by uchronić się przed społecznym ostracyzmem, walczymy z lękiem przed odrzuceniem.

To, jak podchodzimy do życia, w jaki sposób akceptujemy nasze porażki i wyciągamy z nich wnioski, a także, w jaki sposób walczymy z lękiem przed samotnością, jest w dużej mierze uzależnione od przeszłości i sytuacji, w których byliśmy odrzuceni, utraciliśmy poczucie bezpieczeństwa. Te obrazy z przeszłości stanowią bodziec do tworzenia w naszych umysłach błędnych wzorców postępowania, schematów znacząco nas ograniczających oraz niepozwalających wyjść poza dotychczasowe ramy zachowań. Zniekształcenie obrazu własnej osoby i własnych możliwości, niestety często determinuje nasze wybory i nie pozwala osiągać tego, na co zasługujemy.

Zazwyczaj – wykorzystując schematy i proste zależności – odrzucenie naszej osoby, czy to w przyjaźni, miłości czy relacjach z bliskimi, traktujemy, jako dowód na naszą ułomność, na to, że mamy jakiś defekt, że coś z nami nie tak. Tym czasem, tak naprawdę, może zostać odrzucony każdy i to niezależnie od wieku, wyglądu czy wykształcenia. Jeśli ktoś odrzuca drugiego człowieka, to w żadnym razie nie umniejsza to jego wartości, ponieważ nie wpływa na kondycję duszy. Odrzucenie może, co najwyżej, zranić nasze ego, sprawić, że poczujemy się z tym źle, ale w dalszym ciągu dusza pozostaje czysta. Ona bowiem jest niczym moralny kręgosłup, ona stanowi o tym kim tak naprawdę jesteśmy i jakie piękno wewnętrzne w sobie nosimy.

Odrzucenie boli, ale ten ból można oswoić, przyzwyczaić organizm, jak i nasza psychikę do jego nieustannej obecności. Kiedy podejdziemy do odrzucenia właśnie w taki sposób, to szybko przekonamy się, że właściwie to druga osoba poniosła stratę, pozbawiając się naszego towarzystwa. Zaczynamy także rozumieć, że odrzucenie nie musiało wcale być celowe, być może jego efektem nie miało być zranienie nas. Takie podejście znacznie poprawi jakość naszego życia i sprawi, że zamiast trwonić energię na poszukiwanie w sobie wad, bądź na obarczanie winą za swoje niepowodzenia wszystkich dookoła, warto wziąć sprawy w swoje ręce i działać. Wszak nad nami czuwa Anioł Stróż!